czwartek, 29 grudnia 2011

Inność drażni jednakowość.

Przepraszam, że długo nie pisałam. Chciałam, ale jakoś nie potrafiłam. Mam mętlik w głowie. Zbyt dużo myśli, nie potrafię ich ogarnąć. Niby mam tyle do napisania a w końcu i tak nie wiem jak to ująć w słowa. Dość uciążliwa sytuacja. Zarówna wczoraj jak i dziś miałam przesympatyczną pogawędkę. Tak, Michał ma rację. Marcin powinien iść na gastronomię skoro tak dobrze operuje słowem pasztet. Zabił mnie po prostu mnie zabił. Ten człowiek jest jakiś nieokrzesany. Za kogo Ty się chłopczyku uważasz? Ja już powiedziałam co na Twój temat myślę. Straszenie mnie, że możesz mi coś zrobić nic Ci nie da. Jesteś chyba niepoważny skoro myślisz, ze coś tym wskórasz. Hmmm... Justyna też się popisała. Dojrzałość niektórych mnie rozbraja... Teoretycznie "dorośli" a praktycznie to gorzej niż dzieci. Tak pisze o Was tutaj, bo pisze tu wszystko co myślę. Sama nie wiem co Wami kieruję, ale nie pozwolę obrażać Moniki, siebie ani swoich rodziców. Marcin się doigrasz jeszcze. Zaczekaj, a będziesz miał piękną niespodziankę. Przechodzicie samych siebie. Wydaje mi się, że wszystko co chciałam Wam powiedzieć na ten temat to już Wam powiedziałam w rozmowie z Wami także na ten temat to chyba tyle. Jutro mam zamiar wybrać się do Bartosza, mam straszną jazdę na to, żeby z  nim grać. Noo, a co tak poza tym u mnie? Dobrze, nie narzekam. Planuję Sylwestra, mam nadzieję, że Moniko wyzdrowiejesz. Są postępy w moim leczeniu, także po Nowym Roku do szkoły wyruszam. Muszę odrobić jeszcze lekcje, ale pewnie zrobię to ostatniego dnia, bo strasznie, ale to strasznie nie chce mi się za to zabrać... Zrobiłam dziś sałatkę , ale rozeszła się  w jakieś pół godziny także nawet praktycznie nie zdążyłam jej zjeść, ale może znów zrobię, żebyśmy miały z dziewczynami co przegryzać. Dziś się chyba nawet w miarę wcześnie wyrobię z tym pisaniem;) Hmm... Jak na razie nie nagrałam nic nowego, ale postaram się. Może jutro coś z Bartoszem wymącimy.  Zostawię Wam tylko link do piosenki, w której się zakochałam, a nawet do dwóch. I może jakieś zdjęcia też dorzucę. Aha. Następną notkę ( jak mi się uda nie zapomnieć) poświęcę temu co mnie mówicie. Pzdr ;*                                                                                                                             
1.
2.







Kochać to nie znaczy być szczęśliwym 24 godziny na dobę. Czasami znaczy to także cierpieć, nawet momentami bardzo ciężko. Wszystko to ma jednak głęboki sens – podobnie jak poród kobiety, który jest bolesny, ale który równocześnie przynosi życie. Trzeba bowiem pamiętać, że cierpienie niesie ze sobą wartość o tyle, o ile wierzymy, że idea, z powodu której się męczymy, jest ważniejsza od naszego aktualnego samopoczucia. Ludzie często kochają się, przeżywają silne namiętności – to bywa wspaniałe, ale prawdziwym wyzwaniem jest trwały związek, w którym dwoje ludzi ma szansę sprawdzić siłę swojej miłości.


         

1 komentarz: